Przyszłość świata (2006)

PRZYSZŁOŚĆ ŚWIATA
(2006)
DLACZEGO NIE BĘDZIE REWOLUCJI – cz. 3

Przyszłość świata ma formułę „work in progress” – każda prezentowana wersja spektaklu była inna. Odwołuje się, w pierwszej części, do historii założycieli RAF (radykalnej lewackiej grupy w Niemczech w latach 70.–90.), którzy przeciwstawiali się mieszczańskiemu kapitalizmowi i początkowo chcieli dokonać pozytywnych zmian, ale przekonawszy się, że ich działania nie przynoszą żadnych efektów, sięgnęli po terror i przemoc. Losy Andreasa Baadera, Ulrike Meinhof i ich towarzyszy opowiedziane są piosenkami, wykonywanymi na żywo. Druga część opowiada o niemocy i bezsile „dzieci” Baadera, które nie mają środków, by skutecznie wcielać w życie społeczne ideały sprawiedliwego i dobrego świata. Jedyne, co mogą w takiej sytuacji zrobić, to zachować ludzką godność i wyrazić swój sprzeciw. Dlatego planowane, z inspiracji duchów aktywistów RAF, zabójstwo George’a W. Busha – przykładowego wcielenia zła – nie przynosi żadnej zmiany.
Muzyka: Mariusz Szupla Szuplewski (pierwotnie), Bartek Rączkowski, Julia Kubica

english version


Recenzje:

Ironiczna wiwisekcja mitu RAF, do dzisiaj żywego w środowiskach anarchistycznych. Baader i Mein-hof wstają po 27 latach z trumien, aby namówić swoje późne dzieci do walki z amerykańskim imperializmem, te jednak nie chcą słuchać. Na próżno Baader rzuca nożami w podobiznę amerykańskiego prezydenta, a Meinhof przeklina siarczyście „kapitalistyczne świnie”. Zamiast gloryfikacji przemocy Komuna pokazuje jej parodię – historia powstania i upadku RAF opowiadana jest w konwencji słodkich piosenek disco, które artyści śpiewają, niemiłosiernie fałszując. Wykonują przy tym niezdarne figury taneczne ściągnięte żywcem z festiwalu w San Remo. Spektakl ujawnia bezradność środowisk alternatywnych, które nie mają narzędzi do walki z systemem, ponieważ jedne formy protestu, jak terroryzm, skompromitowały się, a inne są nieskuteczne. Dzieci Baadera i Meinhof nie mają alternatywy. Co z tego, że spalą supermarket, skoro na jego miejscu wyrośnie dziesięć następnych? Co z tego, że zbojkotują wybory, skoro politycy i tak podejmą decyzję bez ich udziału? Co z tego, że wyzwą kapitalistów od świń i burżujów, skoro i tak będą kupować ich produkty?
• (Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza 2006)

Spektakl Komuny Otwock bardzo się zmienił od premiery na zeszłorocznych Krakowskich Reminiscencjach Teatralnych. Ostatnia część zrealizowanej przez grupę trylogii, zatytułowanej „Dlaczego nie będzie rewolucji”, przekształciła się z dynamicznie wyskandowanej, energetyzującej „komedii na motywach terrorystycznych” w dużo mocniejszą w swej wymowie i dojrzalszą spowiedź przegranych rewolucjonistów. Oczywiście zachowana została specyfika teatralnego języka, w jakim od lat wypowiadają się anarchiści z Otwocka. Prosty tekst, często złożony z haseł i równoważników zdań, jest rytmicznie wykrzykiwany; poszczególne sekwencje artyści niejako „wypluwają” z siebie, burząc w ten sposób naturalną melodię języka. Brzmienie tekstu na scenie jest ukształtowane przez wykonywane w tym samym momencie działania aktorów. Są one nie tylko fizycznie wyczerpujące, ale jednocześnie wymagają nieustannej koncentracji. Sekwencje powtarzających się czynności, jak choćby chodzenie po równoważni, wybijanie taktu swym ciałem i głosem i tak dalej, zmuszają wykonawców do perfekcyjnej dokładności i maksymalnego skupienia. Aktorzy mówią więc niejako w kontrze do tych swego rodzaju „ćwiczeń gimnastycznych”, nieustannie walcząc o utrzymanie równowagi między rytmem słowa a działania. Dodatkowo tempo dyktowane jest przez dwóch muzyków, na żywo tworzących i miksujących dźwięki.
Dramaturgicznie spektakl podzielono na dwie części; pierwsza z nich opowiada klęskę „rewolucji wcielonej”, czyli historię terrorystów z grupy Baader-Meinhof, którzy w przerażający sposób przekroczyli niebezpiecznie cienką granicę między ideałem a ideologią, oddając się całkowicie fantazmatowi tej ostatniej. Anarchiści z Otwocka jasno i czytelnie pokazują głupotę i bezsensowność tak projektowanych działań, które zresztą i tak pozostaną bez wyraźnego wpływu na rzeczywistość. Druga część to fikcyjna opowieść o alterglobalistycznym obojnaku – potomku Baadera, który odmawia krwawej walki z Bushem, wybierając pokojowe działanie w ramach społeczeństwa. Komuna obnaża w ten sposób charakter współczesnych zrywów rewolucyjnych wszelkiej maści: w swej ekstremalnej formie prowadzą one do rozkwitu terroryzmu, w formie złagodzonej – do śmiesznych w swej ułudzie pseudodziałań.
Krakowska prezentacja „Przyszłości świata” była rzeczywiście poprowadzona dużo bardziej energicznie, w szybszym, drapieżnym rytmie. Muzyka i głosy aktorów znacznie intensywniej oddziaływały na widzów, sceniczne działania wykonywano w żywym tempie, jak w jakimś szaleńczym pędzie, prowadzącym w nieznanym kierunku. Ten sam spektakl pokazywany prawie osiem miesięcy później w Poznaniu okazał się dużo bardziej wyważony. Komuna doprowadziła jego formę do perfekcji, pozwalając sobie jednocześnie na wyciszenie emocji. W efekcie powstało przedstawienie niezwykle gorzkie, pełne zdystansowanego chłodu i autoironii. W pamięci zostają monologiczne sekwencje, wypowiadane na żywo do kamer tyleż spokojnie, ile lodowato i cynicznie. Dwoje aktorów stoi wówczas w głębi sceny, jednak widzowie oglądają ich twarze, wpatrzone prosto w obiektyw kamery, na ustawionych po obu stronach sceny monitorach telewizyjnych. W czasie, kiedy wykonawcy przytaczają kolejne przykłady działań bezsensownych, ale serwujących nam tak konieczne złudzenie efektywnego wpływu na rzeczywistość („Jedzmy wszyscy wege-pizzę!”), pod jaskrawym świat-łem jarzeniówki groteskowy obojnak – potomek Baadera – odrzuca ojcowskie dziedzictwo rewolucyjnej walki.
(…) W konsekwencji spektakl pozostaje także osobistą spowiedzią anarchistów z Otwocka, bezlitośnie ukazującą klęskę ideałów dążących do zmiany świata na lepsze. Artyści w sposób bezwzględny wobec samych siebie przyznają się do porażki i bezsilności. Nie będą walczyć o lepsze jutro, bo nie widzą prowadzącej ku niemu drogi. Jedyne, co zostaje, to robić swoje i próbować odnaleźć się w przestrzeni społeczeństwa obywatelskiego. Członkowie Komuny nie podają jednak żadnych gotowych propozycji rozwiązań. Odważnie obnażają swoją bezsilność. „Przyszłość świata” to zamknięty w perfekcyjnej, konsekwentnie zbudowanej formie manifest, bezpardonowo ogłaszający bezcelowość kolejnych manifestów.
• (Marta Keil, Dialog, 2007)

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x