Recenzja „Sierakowskiego” w Gazecie wyborczej

W Sierakowskiego cios z flanki

Joanna Derkaczew, Gazeta Wyborcza, 2011-11-30

Kiedy prawica zaczyna wojnę z Krytyką Polityczną, jej potencjalni sojusznicy robią spektakl o zawiedzionych przez jej lidera nadziejach

„Nasi wrogowie mówią o nas…” – zaczynał swoje wystąpienia Sławomir Sierakowski zapraszany na międzynarodowe panele, by wyjaśnił, czym jest nowa lewica w Polsce. Wrogowie faktycznie mówią o Sierakowskim oraz o założonej przez niego Krytyce Politycznej chętnie i ostro. Z kolei zwolennicy KP skwapliwie wykorzystują wszelkie napaści, by zdefiniować własną pozycję w życiu publicznym. Ustawiając się na pozycji atakowanych, automatycznie załatwiali sobie kilka spraw. Uzasadniali swoje istnienie („Skoro nas atakują, to znaczy, że trafiliśmy w jakiś czuły punkt, którym faktycznie warto się zająć”). Zyskiwali prawo do regulowania zasad dyskusji („Język używany w publicznych debatach wyklucza m.in. to, co my mamy do powiedzenia – zmieńmy ten język”). Skupiali wokół siebie ludzi, którzy także czuli się z różnych powodów zagrożeni. Wszystko to było niewątpliwie potrzebne, a jednak niewystarczające. Być może dlatego m.in. na temat Sierakowskiego wypowiedzieli się w końcu nie wrogowie, ale przyjaciele.

Komuna Warszawa była takim przyjacielem – a co najmniej „potencjalnym sojusznikiem” podzielającym wiele poglądów i rozpoznań społecznych. Była, zanim rozczarowanie decyzjami KP nie doprowadziło artystów do zrealizowania projektów: „Sierakowski, kto ty jesteś?” (show i dokument, w których wystąpił także tytułowy bohater) oraz nowego spektaklu „Sierakowski” (premiera 19 listopada).

Grupa kierowana przez Grzegorza Laszuka, Alinę Gałązkę i Annę Rączkowską funkcjonowała od 1989 r. jako Komuna Otwock, czyli „rewolucyjno-anarchistyczna wspólnota działań, która poprzez działania artystyczne będzie zmieniała struktury, wyobrażenia i praktyki społeczne”. Po przeprowadzce na warszawską Pragę-Południe zrewidowali ten opis. Stwierdzili, że nie mają już złudzeń ani ambicji, by faktycznie mącić „w słusznej sprawie”. Zgodzili się ustawić grzecznie w szeregu z innymi małymi teatrami offowymi. Zajęli się opowiadaniem historii o ideologach, filozofach, terrorystach – o wszystkich, którzy wychodzili w swych działaniach od podobnych wątpliwości i aspiracji, co oni kiedyś. Ich zdaniem było to najuczciwsze, co mogli zrobić.

Brak uczciwości zarzucają natomiast liderowi KP. W spektaklu projektują kilka możliwych scenariuszy jego politycznej i intymnej przyszłości. Skaczą po osi czasu, mieszają wersje zdarzeń. Zaczynają od pełnego wdzięczności wystąpienia myszy, które zalęgły się w domu Sierakowskiego, gdy przeszedł on na buddyzm (myszy są niewątpliwie beneficjentami tej konwersji). Pozwalają Sierakowskiemu dojrzeć do ról ojca i szefa Parlamentu Europejskiego. Zaraz potem wplątują go w atak Marsjan. Niepokoją się, jaką śmiercią zginie, biorą też jednak pod uwagę, że uzyska „cyfrową nieśmiertelność”. W końcu dzwonią do wróżki, a dzięki manipulacji lusterkami zbierają rozproszone po sali literki w napis „przyszłość – ciemność”.

W tym spektaklu widać poczucie lęku przez przyszłością. Nie brakuje też ludzkiego współczucia dla człowieka, który wpakował się w trudną sytuację. Oczekiwania wobec niego są ogromne. Nie przypadkiem Yael Bartana realizuje kolejne filmy („Mary koszmary”, „Zamach”), w których „lider Sierakowski” staje się na zmianę liderem mas i obiektem ich nienawiści.

Komuna Warszawa nie twierdzi, że zna jego przyszłość. Wyciąga jednak konsekwencje z jego pism, wypowiedzi i strategii. Pokazuje, co może się wydarzyć, jeśli KP nadal będzie ustawiać się w pozycji komentatora. Jeśli nie przestanie dostarczać jedynie nowych słów i książek i nie zderzy się z realnym życiem. Jeśli nie wejdzie do polityki i nie zaryzykuje utraty dziewictwa, złudzeń i wygodnej roli „atakowanych za sprawę”. „Całą energię ludzi pragnących zmiany społecznej przejmą pozerzy pokroju Palikota, a dojrzała lewica nigdy się nie uformuje” – wieszczy Grzegorz Laszuk.

O ile w życiu prywatnym żadna przyjaźń nie utrzyma się długo, opierając się wyłącznie na wzajemnej „konstruktywnej krytyce”, o tyle w życiu publicznym należy sobie życzyć jej jak najwięcej. Politycy sami powtarzają często: „Pomóżcie nam dostrzec błędy, ustrzeżcie nas przed sprzeniewierzeniem się własnym ideałom”.

Czy to jednak właściwy moment, by wykonywać w stronę KP ten wspaniałomyślny, ostrzegawczy gest? Redakcja przeżywa ciężkie chwile, odkąd po 11 listopada środowiskom lewicowym zarzuca się odpowiedzialność za zamieszki na ulicach Warszawy. Z drugiej strony ten spektakl przygotowywany od wielu miesięcy to raczej, paradoksalnie, akt wiary w Krytykę Polityczną, po której po prostu spodziewano się więcej odwagi, oraz wyraz dość sceptycznego stanowiska w kwestii, czy to wszystko skończy się dobrze.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x