Maszyny do słuchania


MASZYNY DO SŁUCHANIA

Seria muzyczna w komunie// warszawa
W ramach „Historii świata w muzyce

//

31.03.2012: DAVID TOOP, „Sześć lub siedem stronic szaleństwa: medytacje o nagrywaniu czasu” (performens oparty na książce „Sinister Resonance”)
02.06.2012: ALEKS KOLKOWSKI, solo na fonografy i skrzypce Stroha
07.07.2012: ERIK BÜNGER, performens „A Lecture on Schizofonia”


W majowym wydaniu magazynu „Wireless Age” z roku 1925 firma Brandes zamieściła reklamę zawierającą bezceremonialne domniemanie: „potrzebujesz słuchawek” [org. „you need a headset”]. Pod sloganem widnieje radioodbiornik Radiola IIIA, faktycznie – bez głośników. Jakby jeszcze nie było jasne dlaczego, producent udziela pięciu podpowiedzi: żeby się dostroić; żeby odbierać odległe stacje; żeby nie przeszkadzać innym; żeby odciąć się od innych odgłosów pokoju; żeby obcować z najwyższej jakości dźwiękiem. A jednak pomimo tego niemal łopatologicznego marketingu nic nie jest tutaj oczywiste – wszak ani brak głośników na zdjęciu, ani żaden z argumentów nie udziela odpowiedzi na pytanie, dlaczego potrzebujemy właśnie słuchawek. Reklama przemilcza dość prozaiczny fakt, że do Radioli IIIA możemy równie dobrze podłączyć wzmacniacz z głośnikami…

Pominięcie to nie jest wyłącznie przykładem strategii marketingowych lat 20.; jest także dobrym powodem, aby potraktować reklamę Brandesa jako dokument z zakresu ówczesnej pedagogiki słuchania. Już same hasła wymienione przez producenta ukazują kierunki zmian w praktykach słuchania. Podobnie jak w przypadku fonografu, jakość dźwięku transmitowanego radiowo w roku 1925 była szalenie niska i niewprawne ucho niewiele mogło wywnioskować ze złożonych szumów zarówno samego nagrania, jak i maszyny. Słuchanie na przełomie XIX i XX wieku było ponad wszystko sztuką filtrowania dźwięków. Jak zauważa Jonathan Sterne, „podczas gdy głos i muzyka były wcześniej uprzywilejowanymi zjawiskami dźwiękowymi, teraz stają się tylko jednymi z kategorii bardziej ogólnie pojętego dźwięku”. W przypadku fonografu radzono sobie z tym problemem, zapraszając „specjalistów w słuchaniu” – osoby, które objaśniały, co faktycznie można było usłyszeć. W przypadku domowych emisji radiowych specjalistów trzeba było jednak zastąpić innym narzędziem. Najskuteczniejszym okazały się właśnie słuchawki. Odcinając nas od innych odgłosów pokoju, zbliżając aparat słuchowy do źródła dźwięku, były technicznym odpowiednikiem specjalisty kanalizującego uwagę słuchających. W procesie socjalizacyjnym były skuteczniejsze niż głośniki. Owo przemilczenie tych ostatnich pokazuje, że jeśli do czegoś naprawdę były potrzebne słuchawki, to do efektywnej nauki słuchania, jakiego wcześniej nikt nie znał – takiego, w którym głos i muzyka są tylko jedną z kategorii świata dźwiękowego, który nas otacza.

Tym właśnie są maszyny do słuchania. To nie tylko łatwe do wyliczenia wynalazki technologiczne – to raczej dźwiękowo-technologiczno-społeczne procedury, w których równocześnie powstają nowe narzędzia, nowe światy dźwiękowe i nowe sposoby słuchania. Zapewne ze względu na ową równoczesność są one przedmiotem zainteresowania tak inżynierów, jak i socjologów, kulturoznawców i wreszcie samych artystów, bez względu na to, czy będziemy ich nazywać muzykami, kompozytorami, czy artystami dźwięku. „Maszyny do słuchania” będą poświęcone temu, w jaki sposób ujmują je w swej pracy ci ostatni. W jaki sposób ich sztuka staje się opowieścią o słuchaniu? Ale i w jaki sposób opowieści o słuchaniu inspirują nowe sposoby słuchania? To, co ich łączy, to interdyscyplinarne zainteresowania. Nie są wyłącznie muzykami, ale też badaczami, teoretykami, artystami, performerami i pisarzami, a ich prace to minitraktaty do słuchania, ale i o słuchaniu; będące dźwiękiem i opowiadające o dźwięku.

Najsłynniejszej maszynie do słuchania – fonografowi – poświęcił ostatnie dziesięć lat swej pracy Aleks Kolkowski. Studiując zarówno ówczesne sposoby amplifikacji, jak i mechanikę reprodukcji dźwięku, skoncentrował się na rekonstrukcji fonografów, a także na grze na skrzypcach Stroha. Wzmacniają one dźwięk nie przez pudło rezonansowe, ale przez rezonator i metalowe czary, które są analogiczne do tub używanych do emitowania dźwięku we wczesnych fonografach. Jego projekt „Recording Angels” jest reaktywacją owych doświadczeń dźwiękowych, ale i odpowiedzią na ironiczny przecież fakt, że fonograf – narzędzie tak bardzo fetyszyzowane jako symbol podziału historii dźwięku na „przed” i „po” – jest dziś niemal nieznany. Czy na pewno wiemy, w jaki sposób brzmiała i jaki kształt przybierała muzyka przezeń emitowana? I czy ewokuje ona słuchanie dźwięków bez kontekstu, wyrwanych ze swojego „tu i teraz”, które tak chętnie mu się przypisuje?

Za R. Murrayem Schaferem, Erik Bünger nazywa takie słuchanie schizofonicznym. W swym znakomicie udokumentowanym performensie na temat słuchania w dobie reprodukcji technicznej szwedzki artysta śledzi nową ontologię dźwięku, a także nowe, często niereflektowane założenia na jego temat, które ujawniają się w mniej lub bardziej codziennych praktykach słuchania. Jego głównym przedmiotem zainteresowania są dźwięki oderwane od swych źródeł – wątek na tyle ogólny, że łączący tak różnych twórców jak Édouard-Léon Scott de Martinville, Pierre Schaeffer czy Natalie Cole. Czy wszyscy oni uczą nas tego samego słuchania? Jak dalece wpływają na to, co, jak i gdzie chcemy słyszeć? I wreszcie: czy na pewno ich historia zaczyna się wraz z reprodukcją techniczną?

W swej niezwykłej książce „Sinister Resonance. The Mediumship of the Listener” David Toop analizuje przedfonograficzne sposoby reprodukcji dźwięku, dowodząc, że przed XIX wiekiem maszyny do słuchania były wytwarzane w malarstwie i literaturze. Wobec braku innych form przenoszenia dźwięku to one czyniły ze słuchania praktykę zróżnicowaną i stanowiącą przestrzeń szeregu eksperymentów. Traktując Nicolasa Maesa, Michelangelo Caravaggio czy François Rabelais’go jako wczesnych artystów dźwięku, rekonstruuje on dźwiękowe środowiska przedstawiane przez nich wraz z właściwymi im sposobami słuchania – takimi jak podsłuchiwanie czy separowanie (się od) dźwięków. Szeregu z nich używamy do dziś.

Wszystkie performensy w cyklu „Maszyny do słuchania” będą opowieściami o wynalezionych narzędziach, wynalezionych dźwiękach i wynalezionych sposobach słuchania. I wszystkie one będą dawały nam do usłyszenia to, jak bardzo nasze słuchanie jest złożonym procesem.

Michał Libera

//

patronat medialny:

//

performensy odbędą się dzięki wsparciu finansowemu Urzędu m. st. Warszawy w ramach projektu „Teatr jako przestrzeń publiczna”:

 

 

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x