Recenzja „Ksiąg” w serwisie Teatr dla Was

Historia to utopia

„Księgi” w reż. Grzegorza Laszuka w komunie/warszawa. Pisze Szymon Spichalski w serwisie Teatr dla Was.

Działalność komuny/warszawa ostatnimi czasy przystopowała. Projekt nie dorównuje wcześniejszej Komunie/Otwock. Gdzieś zatracił się cały potencjał przedsięwzięcia. Kolejne eventy artystyczne nie kształtują już teatralnego krajobrazu. I to mimo dobrych recenzji. Mały budynek koło oddziału Straży Miejskiej przyciąga coraz mniejszą ilość zwolenników.

,,Księgi” opierają się na zderzeniu trzech wizji. Każda z nich to rodzaj utopii politycznej, gospodarczej, bądź społecznej. Ciasna przestrzeń sali na Lubelskiej staje się polem działań piątki aktorów. Na scenie krzyżują się opowieści o Richardzie Buckminsterze Fullerze, cesarzu chińskim Yongle i cywilizacji małp. Udaje się nadać tej narracji dramaturgiczną spójność. Poszczególne części trwają po kilkanaście minut. Przypomina to lekturę wciągającej książki, kiedy tempo nie pozwala na chwilę oddechu. Łatwo dzięki temu wejść w specyficzne uniwersum samego spektaklu.

Początek każdej ,,księgi” rozpoczyna krótka ,,prezentacja” danej postaci. Aktor klęczy przed widownią z otwartym woluminem. Na puste kartki padają obrazy z rzutnika. Zdjęcia, ryciny, mozaiki są skrótem każdego życiorysu. ,,Księga zdobywców” skupia się na wspomnianym Buckminsterze Fullerze. Amerykański naukowiec jest znany przede wszystkim ze swojej koncepcji ,,kopuły geodezyjnej”. To nic innego, jak kula. Greccy filozofowie uważali ją za kształt idealny. Komuna zadaje pytanie: czy Fuller nie starał się stworzyć doskonałości? Czy to w ogóle jest możliwe? Zawarte w widowisku twierdzenie brzmi: ,,NOWE jest jedyne () jest najważniejsze”. W tej części krytyce poddana jest utopia naukowo traktowanego, idealnego świata. Natura nie daje się zaprząc w karby cywilizacji. Podobnie nie da się zamknąć w ustalone formy ludzkiej kreatywności, zdolności do tworzenia. Fuller rozmawia z babcią, córką, przyjaciółką, wreszcie pielęgniarką. Uwidaczniają się jego słabości, z których podstawową jest przecież śmiertelność.

,,Księga podpalacza” rysuje widzom sylwetkę cesarza Yongle, monarchę pierwszej chińskiej dynastii po upadku Mongołów. U komuny jest władcą-idealistą. Gest spalenia wszystkich statków miał być symbolicznym odcięciem od skażonej cywilizacji. Dzisiaj ten czyn można by określić sprzeciwem wobec globalizacji Statki są przedstawione w postaci białych imbryków. Cesarz dźwiga na barku drewnianą belkę. Pozostali składają nieprzepuszczalny papier w lejki. Wlewają do nich wodę, po czym zawieszają je na krokwi niesionej przez władcę. Yongle jest zmuszony do poniesienia ciężaru swojej decyzji, mogącej zachwiać jego rządami. Monarcha był zafascynowany ludzkim ciałem, niczym rasowy anatom. Badał je i rysował z dokładnością, której nie powstydziłby się da Vinci. I tutaj ciało okazuje się zawodne, nietrwałe. Liczy się przede wszystkim ocena najgłośniejszych dokonań. Gest spalenia okrętów nie zapewnił cesarzowi nieśmiertelności. Nie powstrzymał też biegu dziejów. Zawsze był ktoś ,,przede mną”, a ,,po mnie Mao Tse-Tung” – mówi Yongle. Okręty – czajniczki – odpływają w dal. Liczy się przecież handel. Utopia przegrywa z rzeczywistością.

W ,,Księdze ogrodów” komuna sięga po motywy hinduistyczne i popkulturę. To jednocześnie najbardziej ironiczna i prześmiewcza część. Rzutnik przedstawia bogów hinduskich, którzy często przyjmowali postaci małp. Twórcy przedstawienia nawiązują do współczesnej mody na wschodnią religię. Odnoszą się do tego trendu prześmiewczo. Całkiem świadomie tworzą aluzje do filmowej ,,Planety małp”. Dzisiaj przecież tez żyjemy w czasach utopii! To te prądy, które mówią o ,,powrocie do natury”, szacunku dla wszystkiego, co żywe. Możemy mówić tutaj o ,,Zielonych” lub ekoterrorystach. Ale także o zadufanych przedstawicielach klasy wyższej, którzy promują zdrową żywność, bo ich na nią stać. Ale to tylko przykład. W ,,Księdze ogrodów” obserwujemy uczłowieczone małpy, które wydają odgłosy takie jak zwierzęta, ale zdolne są do refleksji. Przewrotnie nawiązuje to do słynnych słów Parmenidesa: ,, Gdyby byki i konie, i lwy posiadały ręce i mogły nimi malować i dzieła tworzyć, dawałyby swoim bogom kształty, jakie same posiadają”. Nad całym tym środowiskiem czuwa kowboj-ciota w obcisłym wdzianku i różowym kapeluszu. Wydaje ,,małpoidom” polecenia. Każe im skakać, ubierać sukienki, dźwigać na drążku. Dochodzi jednak do buntu, który rebelianci przeprowadzają przy użyciu wyciętych fragmentów sukna ze swoich ubrań. ,,Tłumią” głos byłego już dyktatora. Na rozwiniętej sztucznej trawie zaczynają stawiać ,,domki” – karteczki przebite patykami. Komuna/warszawa prezentuje historię jako ciąg nieziszczalnych projektów szczęścia. Co z tego, że wyzwoleńcy będą, niczym Kandyd, uprawiać swój ogródek? Każdy na swoją modłę? Można planować idealne plony, ale nigdy nie będą one naprawdę wymarzone.

Poetyckości ,,Ksiąg” nie przeszkadza zastosowana technologia. Wprost przeciwnie, zwisające z góry mikrofony są używane jako wahadła lub głośniki. Tło muzyczne jest tworzone przez syntetyzator i skrzypce. Komuna stara się wprowadzić widzów w przestrzeń żywego działania. Aktorstwo jest mechaniczne i powierzchowne, ale takie ma być. Liczy się tutaj tylko ruch. I tak tworzy się udana opowieść z akcentami historiozoficznymi. Dobrze dobrane, choć bardzo proste środki wyrazu zapewniają równowagę treści i formy. Okaże się, czy zapewnią też trwałość projektu. Każda wizja ma w końcu swój kres.

„Historia to utopia”
Szymon Spichalski
Teatr dla Was
Link do źródła
22-05-2012

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x