Roman Pawłowski w Amsterdamie: „Z dziennika krytyka”

DSC_1144

Z dziennika krytyka I

Poniedziałek

Telefon od Grzegorza Laszuka. Zaprasza mnie do udziału w projekcie Komuny Warszawa w Amsterdamie. Mają zrobić przedstawienie o tym, dlaczego ludzie nie chodzą do teatru, tylko siedzą na Facebooku. Jeszcze jeden nikomu niepotrzebny międzynarodowy projekt, z którego nic nie wynika. Po pierwsze co to znaczy, że publiczność nie chodzą do teatru? Sprawdzam dane Eurostatu: Holandia zajmuje jedną z najwyższych pozycji w Europie jeśli chodzi o udział publiczności w przedstawieniach. Do teatru chodzi dwie trzecie społeczeństwa, podczas gdy w Unii o połowę mniej. To nie widzów jest za mało, ale teatrów za dużo. Także w Polsce. W Warszawie jest 20 teatrów instytucjonalnych i kilkadziesiąt niezależnych. Po co tyle? Zwłaszcza teraz, kiedy na kulturę brakuje pieniędzy? Z powodzeniem można by połowę zamknąć, artystycznie niewiele wnoszą, a tylko obciążają budżet.  Tylko jak powiedzieć artystom, że są zbędni?

Środa

Polski artysta wizualny Zbigniew Libera twierdzi, że mamy za dużo artystów i za dużo sztuki. Galerie i muzea pękają w szwach, nikt nie jest w stanie zobaczyć wszystkich interesujących wystaw, to samo z teatrem, muzyką, literaturą. Od kiedy użytkownicy Internetu uwierzyli, że są twórcami, artyści stali się zbędni. Sam możesz nakręcić film, napisać książkę, namalować obraz i wysłać go znajomym na Facebooku. Sztuka staje się hobby, coraz mniej artystów potrafi się utrzymać z twórczości. Czy internet zabije sztukę, tak jak uśmiercił dziennikarstwo? Dzisiaj nikt już nie chce płacić za dostęp do informacji, bo wszystko w sieci jest bezpłatne. Zawodowych dziennikarzy zastąpili blogerzy, którzy piszą komentarze w przerwach od swojej prawdziwej pracy. Co z tego, że ich artykuły są pełne błędów? Dla użytkownika internetu to bez znaczenia. Sam odczułem tego skutki – półtora roku temu gazeta, dla której pracowałem zwolniła mnie i 250 innych dziennikarzy. Czy tak samo będzie z artystami?

Z dziennika krytyka II

Poniedziałek

Jedziemy z producentką Izą Żerek do Amsterdamu na dokumentację. Pieter Bots z holenderskiej Rady Kultury opowiada o cięciach w budżecie kultury. W 2011 i 2012 politycy prawicy zabrali kulturze jedną piątą dotacji – ponad ćwierć miliarda euro. Drugie tyle odebrały samorządy. W sumie cała kultura holenderska straciła pół miliarda euro w ciągu dwóch lat. To katastrofa.

Bojana Mladenović, dyrektorka Teatru Het Veem mówi o heroicznej walce, jaką stoczyła aby obronić teatr przed zamknięciem. Musiała przekonać władze, że Het Veem jest wyjątkowy, bo prezentuje sztukę interdyscyplinarną. Drugiej takiej sceny nie ma w mieście. I co z tego, skoro na ich przedstawienia przychodzi garstka widzów? Sprawdzamy dane o frekwencji: na niektóre spektakle sprzedają po 15 biletów. Jeśli uda się zgromadzić 50 osób to jest wielki sukces. Na premierze performansu Rodrigo Sobarzo są wolne miejsca. Publiczność to głównie studenci szkół teatralnych i znajomi artyści. Teatr eksperymentalny jest jak wąż, który połyka własny ogon, gra sam dla siebie. Czy komuś oprócz artystów na nim zależy?

Piątek

Z powrotem w Warszawie. Czytam wypowiedzi holenderskich polityków, którzy uzasadniają cięcia w budżecie kultury. Artyści to darmozjady, żerują na państwie; kiedy świat jest w kryzysie, oni sobie dobrze żyją za publiczne dotacje. Kultura jest zbyt elitarna, za trudna i niedostępna dla zwykłego odbiorcy. Dobrze to znam z polskiego podwórka, populistyczne gówno. Ale z drugiej strony, czy teatr zrobił wszystko, aby otworzyć się na wszystkie warstwy społeczeństwa? Czy jest demokratyczną, otwartą instytucją czy też monarchią absolutną, w której widz jest jak feudalny niewolnik, pozbawiony głosu i wykorzystywany? Sądząc po teatrach, które znam, raczej tym drugim. Mamy podziwiać artystów za ich kunszt i nie zadawać pytań. Jak w bajce Andersena, nikt nie ma odwagi przyznać się, że król jest nagi. Ta arogancja teatru zaczyna mnie irytować. Może trzeba w Amsterdamie zrobić jakiś tani show, który wywróci to wszystko do góry nogami?

Z dziennika krytyka III

Niedziela

A może błąd polega na tym, że pozwoliliśmy aby widzowie byli bierni? Zapomnieliśmy o tym, że teatr jest wspólnotą. Odpuściliśmy teatr, tak jak odpuściliśmy demokrację. To wielka ściema z tymi prosumentami, twórcami i odbiorcami zarazem, którzy mają rzekomo zastąpić konsumentów. Jak pokazują badania, najbardziej popularne strony na Facebooku i blogach należą do korporacji: Warner Bros, Sony, Apple, Coca Cola. To są dzisiejsi twórcy internetu, a nie anonimowi blogerzy. Ci zajmują się lajkowaniem treści, które podsuwają korporacje. Bierność w konsumowaniu przekłada się na bierność obywatelską. Ludzie nie głosują, a jak już głosują, to kierując się podobnymi kryteriami, jak przy wyborze serialu na wieczór – wybierają pięknych i bogatych.

Dlaczego więc mamy chodzić do teatru? Po to, aby odzyskać głos, poczuć się wspólnotą? Mieć wpływ na rzeczywistość, choćby tę na scenie? Czy to zaangażowanie przeniesie się później z teatru na politykę? Chcę wierzyć, że tak, choć na pewno to naiwna wiara. Grzegorz mnie studzi: i tak się nic nie zmieni, wszystko jest daremne, rewolucji nie będzie. Więc co mamy robić, biernie przyglądać się jak zabierają nam kulturę i wolność? Nasze dzieci tego nam nie darują.

Poniedziałek

Koncepcja naszego performansu w Amsterdamie zaczyna się rysować. Zrobimy remiks spektaklu Ivo van Hove „Rzymskie tragedie” według Shakespeare’a z Toneelgroep Amsterdam. To jeden z najgłośniejszych spektakli holenderskich ostatniej dekady. Ponieważ żyjemy w czasach globalnego kryzysu, nasza wersja będzie tania – zamiast sześciu godzin – jedna godzina, zamiast tony sprzętu – dekoracje z surowców wtórnych. Bohaterowie Shakespeare’a będą lalkami, wszystkie role zagra jeden aktor. Spektakl, którego sprowadzenie  na festiwal kosztowałoby normalnie 30 tys. euro zagramy za mniej niż jedną dziesiątą tej sumy. To zgodne z logiką wolnego rynku: tani pracownicy z Polski pracują na budowach, sprzątają biura, zbierają warzywa, dlaczego nie mieliby grać w teatrze? Skoro pieniędzy na kulturę jest mniej, niech Holendrzy sprowadzą tani teatr z Europy wschodniej. A publiczność? Publiczność też przywieziemy z Polski. Jesteśmy w końcu potęgą teatralną, wykształceni widzowie to nasze dobro naturalne. Jedne kraje eksportują ropę, inne gaz, a my będziemy eksportować widzów. To będzie nasza odpowiedź na problemy holenderskiego teatru.

Z pamiętnika krytyka IV

Środa

Szok! Na wyjazdu do Amsterdamu zgłosiło się ponad 100 osób. Nie mamy ich jak przetransportować, w busie jest tylko 20 miejsc. Musimy dokonać selekcji. Pytamy ich, kto powinien chodzić do teatru w czasach, kiedy uczestnictwo w kulturze polega na klikaniu. Powtarza się odpowiedź, że wszyscy – bo teatr to jedno z ostatnich miejsc, gdzie można spotkać kogoś w realu. Więc jednak tęsknią za wspólnotą? Pragną czegoś doznać naprawdę w epoce kultury klikania? Decydujemy się na 19 osób – musimy odrzucić wiele ciekawych kandydatur. Po raz pierwszy to teatr wybiera widzów, a nie widzowie teatr. Są wybrańcami, a jednocześnie muszą wiele poświęcić, aby być z nami. 14 godzin busem w jedną stronę, spanie w teatrze na karimatach, 14 godzin z powrotem. Czy trzeba lepszego dowodu, że teatr jest wciąż ludziom potrzebny?

Sobota

Do spektaklu zostało 10 godzin. Wkrótce nasi widzowie będą w Amsterdamie. Dzwonili z trasy, są już w Holandii. Czekamy ze śniadaniem. Bez nich jesteśmy niczym.

 

Projekt finansowany jest przez Niemiecką Federalną Fundację Kultury

ksb_SW

oraz

BWS13_Logo_CMYK_mClaim

BW100_GR_SW_MWK_WEISS-2

Stadt Mannheim Kulturamt

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x