Felieton na temat spektaklu „Polish artists do it cheaper”

Publiczność z Polski importowana do Amsterdamu

– Trzeba szukać sposobów, aby widz poczuł się w teatrze potrzebny i wyjątkowy. Żartowałem kiedyś w jednym z felietonów, żeby na wzór piłkarskich klubów kibica utworzyć w Warszawie teatralne fankluby gromadzące najbardziej zagorzałych widzów – ultrasów. Po amsterdamskim doświadczeniu myślę, że to nie utopia, ale coraz bardziej konieczność – pisze w felietonie Roman Pawłowski.

Już nie pamiętam, w którym momencie pojawił się ten pomysł. Czy kiedy czytałem dane Eurostatu na temat spadku frekwencji w holenderskich teatrach? A może podczas rozmowy z urzędnikiem Rady Kultury Holandii o radykalnych cięciach w budżecie? Na pewno idea zaczęła kiełkować na premierze w eksperymentalnym teatrze Het Veem w Amsterdamie, na której z trudem udało się zapełnić liczącą 80 miejsc widownię. Nie ulegało wątpliwości: Holendrzy mają problem z publicznością. Od początku kryzysu w 2008 roku widownia na spektaklach i koncertach zmniejszyła się tam o trzy miliony. To dużo, zważywszy, że kraj liczy niespełna 17 milionów mieszkańców. Kiedy więc Komuna Warszawa w ramach międzynarodowego projektu „Outside the Box” miała przygotować w Amsterdamie spektakl o tym, kto i dlaczego powinien chodzić dzisiaj do teatru, zaproponowałem pół żartem pół serio, aby jego częścią był import grupy widzów z Polski. Polacy w Holandii pracują na budowach, zbierają warzywa, naprawiają krany, dlaczego nie mieliby zostać profesjonalnymi widzami? W końcu wykształcona, wrażliwa publiczność to nasze największe dobro naturalne. Dlaczego nie eksportować jej tam, gdzie widzów brakuje?

Publiczność kocha teatr

Zakrawający na szaleństwo pomysł został, o dziwo, przyjęty z entuzjazmem. Organizatorzy opłacili koszty przejazdu, teatr zaoferował posiłki i miejsca do spania na scenie. Na wyjazd zgłosiło się ponad 100 osób – pięć razy więcej niż było miejsc w wynajętym busie. Byli zdecydowani spędzić dobę w podróży i spać na podłodze teatru w śpiworach, aby uczestniczyć w spektaklu Komuny. Czy trzeba lepszego dowodu na to, że teatr jest jeszcze ludziom potrzebny?

Importowana publiczność zrobiła w Amsterdamie furorę. Reportaż z ich podróży włączyliśmy do spektaklu razem z odpowiedziami na pytanie, dlaczego zdecydowali się na wyjazd. Twórcy z innych holenderskich teatrów dopytywali się, czy Polacy nie mogliby także do nich przyjechać. I nie była to tylko kurtuazja. Import publiczności otworzył nam wszystkim oczy na to, kim jest w dzisiejszym teatrze widz i jak jest cenny. To nie internet, ale spadek dochodów i bezrobocie sprawiają, że wielu ludzi rezygnuje z udziału w żywej kulturze. Dopłaty do biletów już nie wystarczają, aby zatrzymać ten proces. Trzeba szukać innych sposobów, aby widz poczuł się w teatrze potrzebny i wyjątkowy. Żartowałem kiedyś w jednym z felietonów, żeby na wzór piłkarskich klubów kibica utworzyć w Warszawie teatralne fankluby gromadzące najbardziej zagorzałych widzów – ultrasów. Po amsterdamskim doświadczeniu myślę, że to nie utopia, ale coraz bardziej konieczność. Pierwszy taki klub już powstaje – publiczność Komuny założyła grupę na Facebooku. Kto następny?

„Publiczność z importu”
Roman Pawłowski
Gazeta Wyborcza – Stołeczna nr 63r
http://cjg.gazeta.pl/CJG_Warszawa/1,104436,15633494,Publicznosc_z_Polski_importowana_do_Amsterdamu__FELIETON_.html

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x