Rozmowa z Tomaszem Platą w Dwutygodniku o festiwalu „My, mieszczanie”

„Nasz projekt to poszukiwanie politycznego języka, który by lepiej pasował do rzeczywistości niż języki dotąd nam oferowane, bez lewicowej ortodoksji. „My, mieszczanie” to próba negocjowania ze społecznym realem”

Mamy amisza pod skórą – z Tomaszem Platą, kuratorem festiwalu, rozmawia Arek Gruszczyński (fragment wywiadu)

Szczawińska i Jakimiak traktują „Jeżycjadę” jak teren badań antropologicznych. Badają nawyki żywieniowe, higieniczne, upodobania lekturowe, wzorce zachowań, model wychowawczy itp. Gdzie w tym jest badanie zaangażowania opozycyjnego inteligencji?Polityki w „Jeżycjadzie” nie ma za wiele, to w końcu powieści dla młodych dziewcząt. Ale w tomach z lat 80. trochę się tego znajdzie. Nie jest to wypowiedziane wprost, bo prawdopodobnie nie przeszłoby przez cenzurę, ale sugestia, że jesteśmy po właściwej stronie, pozostaje wyraźna. Poza tym wszyscy wiedzą, że Musierowicz to siostra Stanisława Barańczaka. To jest czytane między wierszami, ale w dość jednoznaczny sposób. Może nie idziemy na barykady, ale wiemy, że był ’56 rok w Poznaniu, odwołujemy się do niepodległościowych tradycji inteligenckich.

Myślisz, że można teraz mówić o inteligencji?
Pewnie tak. To uniwersytet i jego okolice, lepiej wykształcona część prekariatu. Najczęstszą postawą współczesnej inteligencji jest resentyment. Że już nas nie słuchają, że już nie jesteśmy tacy ważni.

Grzegorz Laszuk i Komuna// Warszawa zajęli się Ameryką. Czy tezy zawarte w książce Tocqueville’a „O demokracji w Ameryce” są aktualne w Polsce?
Na pewno warto przeczytać Tocquville’a jako komentarz do polskiej współczesności.

Tocqueville pisał w „O demokracji w Ameryce”, że po rewolucji, w społeczeństwie równych obywateli i obywatelek, nie będzie już Wielkich Ludzi ani Wielkich Idei, będzie za to krzątanina wokół małych domowych spraw, robienie interesów, troska o dobrobyt – czyli codzienność klasy średniej (mieszczaństwa). W jaki sposób opowiada o tym Komuna? Na co szczególnie zwracają uwagę?
Laszuk, nie tylko w tym przedstawieniu, jest zainteresowany światem, który trwa. Interesuje się tym, co to znaczy zmiana społeczna, ale jest też zainteresowany opisem świata, w którym zmiana nie jest już możliwa, bo wszystko się w nim ułożyło. „Terry Pratchett” jest o czymś takim. Przez cały spektakl czekamy, aż coś się wydarzy, jednak żadna zmiana nie zachodzi. To dwuznaczność późnej liberalnej demokracji. Zmiana wydaje się niemożliwa. Mamy do czynienia z jakimiś drobnymi wydarzeniami, ale historia się skończyła. Laszuk regularnie powraca do takiego obrazu. Od pewnego momentu w swojej twórczości wyraźnie pozytywnie wartościuje kategorię długiego trwania. To nie permanentna rewolucja przynosi emancypację, tylko długie, mieszczańskie trwanie.

Źródło: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5759-mamy-amisza-pod-skora.html

 

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x