„My? Mieszczanie? O festiwalu w „Didaskaliach”

„Projekt performatywny My, mieszczanie, który w ubiegłym roku zrealizowany został w poznańskim Centrum Kultury Zamek we współpracy z Komuną//Warszawa, okazał się bardzo twórczy i sporo namieszał w podejściu do starego określenia „mieszczanin”. W potocznym rozumieniu jest ono wciąż obciążone pamięcią o Dulskich i „strasznych mieszczanach” („bełkocą, bredzą, że deszcz, że drogo, że to, że tamto”), a czasem może także o aspiracjach pewnego mieszczanina, który jednak wolał być szlachcicem. Niechętnie więc używa się tego źle brzmiącego określenia, zwłaszcza do autocharakterystyki. „Mieszczanin”, a już zwłaszcza „mieszczanka” (a obok nich wersje jeszcze silniej nacechowane, jak „mieszczuch” czy „drobnomieszczanin”) wciąż odsyłają do postawy zacofanej, fałszywej i zakłamanej, podatnej na zewnętrzne normy i formy, fundowanej na przepaści między oficjalnym i prywatnym. Nawet powiedzenie o teatrze, że jest „mieszczański” – choć to wydaje się dziś bezprzedmiotowe – pachnie przecież obelgą. Tymczasem mieszkańcy miast usiłują na nowo nazwać samych siebie, na nowo osadzić się w miejskim środowisku, wynaleźć lub odnaleźć miejską tożsamość, a „mieszczanin” – w czym upewniają słowniki – to w pierwszym znaczeniu po prostu właśnie „mieszkaniec miasta”. W przywracaniu tego wyrazu (z innym, już niepejoratywnym wektorem wartości) pomagają ruchy miejskie, próbujące walczyć o dobre życie w przestrzeni miast, pomagają lokalne miejskie inicjatywy wspólnotowe, pomagają socjologowie, za pomocą nowych narzędzi opisujący tę rosnącą wciąż grupę ludzi, pomagają wreszcie aspiracje, bo to właśnie w miastach pojawiają się możliwości rozwoju i działania (ekonomicznego, kulturalnego, politycznego). Więc skoro mieszkamy w mieście – dlaczegożbyśmy nie mieli mówić o sobie: my, mieszczanie, subwersywnie odzyskując to miano, podobnie, jak staramy się odzyskać „prawo do miasta”. A jeśli tak, zastanówmy się nad tym, co konkretnie może to dziś oznaczać. Bo to, że mieszczaństwo pojmowane jako klasa, zwłaszcza proweniencji XVIII- i XIX-wiecznej, ma niewiele wspólnego z mieszczanami dzisiejszymi, wiadomo od razu, jednak może niektóre tradycje mieszczańskie, a także zadania, jakie mieszczaństwo przed sobą stawiało, warte są podjęcia i przemyślenia.

Taki był zapewne zamiar pomysłodawcy i kuratora projektu, Tomasza Platy: nie chodziło o szukanie definicji nowego mieszczanina ani nakłanianie kogokolwiek do identyfikacji, chodziło o różnogłosową debatę nad nieoczywistym zjawiskiem oraz stworzenie myślowego impulsu do zrewidowania własnego (uczestników) stanowiska w sprawie (…)”.

Fragment tekstu Ewy Guderian-Czaplińskiej „my? mieszczanie?”, „Didaskalia”, marzec 2015

Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin. Kliknij, żeby przeczytać zasady polityki prywatności.
zgadzam się
x