Publikacja o najnowszych działaniach k// w

Zachęcamy do zapoznania się z publikacją komuny// warszawa pt. „TEKSTY 1” na temat najnowszych działań: cykli RE// MIX oraz  Historie świata w muzyce. W niej teksty teoretyczne, refleksje i dokumentacja. W książeczkę można zaopatrzyć się w siedzibie komuny// warszawa przy Lubelskiej 30/32 w Warszawie, księgarni Prospero w Instytucie Teatralnym oraz w księgarni Serenissima w Centrum Sztuki Współczesnej.

fragmenty:

REMIKSY. CZYM SĄ? DO CZEGO SŁUŻĄ?

Tomasz Plata

Pewnie można by spróbować dorobić do tego jakąś teorię. Samo pojęcie remiksu stwarza w tym względzie spore możliwości. Remiks jest przecież powtórzeniem uprzedniego oryginału, ale takim powtórzeniem, które wprowadza w oryginale zmiany, niekiedy daleko idące. Aż się prosi, by przywołać — powiedzmy — Deleuze’a z jego teoriami na temat powtórzenia i różnicy. Skojarzenie nie byłoby odkrywcze, ale chyba nośne i uzasadnione. Do Deleuze’a nawiązywały przecież — bezpośrednio lub pośrednio — całe zastępy performatywnych i teatralnych twórców zainteresowanych w ostatnich latach problemami tożsamości czy obecności, a zarazem korzystających ze strategii cytatu, kopii, przypisu. W ramach projektu RE// MIX — prowadzonego przez komunę// warszawa od dwóch sezonów — przypomnieliśmy niektórych z nich. Na przykład The Wooster Group, wzorcowych postmodernistów, którzy remiksowali na scenie bodaj wszystko: od Shakespeare’a do Grotowskiego. W komunie sami zostali zremiksowani — przez Wojtka Ziemilskiego w otwierającym cykl krótkim przedstawieniu Poor Theatre.

Jednak nie o teoretyzowanie w tym projekcie chodziło. Mam wrażenie, że w ogóle w komunie// warszawa nie idzie o teorię, lecz o praktykę. Komuna od dawna żyje zgodnie ze zdrowym marksistowskim przekonaniem, że bardziej liczy się baza niż nadbudowa, działanie niż jego racjonalizowanie. A przynajmniej: że teoria musi następować po praktyce, nigdy odwrotnie. Również pomysł cyklu RE// MIX wynikał z chęci rozwiązania bardzo praktycznego kłopotu. Wyjściowe pytanie brzmiało: jak sprawić, by najciekawsi młodzi polscy artyści działający na styku teatru, sztuk wizualnych, performance artu oraz aktywizmu społecznego mogli spotkać się w jednej przestrzeni i zacząć wspólnie pracować? Mówiąc buńczucznie: chodziło o uformowanie środowiska. Czy raczej o stwierdzenie, że środowisko już istnieje, choć może wciąż niedostatecznie zauważone.

Kilkunastu twórców otrzymało zatem od komuny propozycję: przygotujcie w naszej sali krótką sceniczną formę, w której odniesiecie się do szczególnie ważnego dla was spektaklu z przeszłości. Na początku zarówno zapraszanych gości, jak i „remiksowane” przedstawienia wybieraliśmy wspólnie, tak by ułożyły się w rodzaj słownika czy pamiętnika. To miała być lista wyjątkowych teatralnych doświadczeń, nie bardzo odległych w czasie, nie zawsze uznanych za ważne przez szeroką widownię, lecz doskonale przez nas zapamiętanych i jakoś określających wrażliwość powstającego środowiska. Innymi słowy — to miał być zestaw punktów odniesienia. Od razu wiedzieliśmy, że muszą się wśród nich znaleźć The Wooster Group, Akademia Ruchu, La Fura dels Baus, Anne Teresa de Keersmaeker, Pina Bausch. Na kartce zapisaliśmy sobie także nazwiska Xaviera Le Roya, Tima Etchellsa z Forced Entertainment, Jérôme’a Bela. Z czasem tych ostatnich zastąpili znani nam z bliższych kontekstów Miron Białoszewski oraz Tadeusz Kantor. Program został uzupełniony również o wątek muzyczny.

Czy projekt się udał? Czy odkrył potencjał nowego środowiska? Czy okazał się naprawdę praktyczny? Nie mam jasności, może przedwcześnie oceniać. Na pewno przyniósł parę wymiernych korzyści, np. znajomość komuny z Ziemilskim, co zaowocowało świetną Mapą. Z drugiej strony — paradoksalnie — ujawnił sporo bardzo teoretycznych pytań. Czy można budować środowisko wokół wyborów czysto estetycznych? Czy kilku artystów przyznających się do fascynacji dokonaniami Forced Entertainment albo Xaviera Le Roya rzeczywiście ma ze sobą cokolwiek wspólnego? Czy nie ma ryzyka, że jeśli pogrzebie się głębiej, okaże się, iż dużo więcej ich dzieli, niż łączy? Czy do stworzenia środowiska nie trzeba czegoś jeszcze: wspólnoty poglądów w sprawach nie tylko estetycznych, lecz również politycznych, społecznych, ogólno¬ludzkich?

Jak zostało powiedziane, doskonale mieści się w logice komuny fakt, że podobne pytania pojawiły się po działaniu, a nie przed nim. Coś zostało zrobione — kilkanaście krótkich spektakli i zdarzeń autorstwa m.in. Ziemilskiego, Łukasza Chotkowskiego, Marcina Libra, komuny// warszawa, Marcina Cecki i Krzysztofa Garbaczewskiego, Kai Kołodziejczyk, Pawła Passiniego, do tego niebawem kolejne. Teraz nadszedł chyba czas, aby coś na ten temat zostało pomyślane. Nie pierwszy raz w historii komuny podstawową motywacją do pracy stała się chęć działania wspólnego, grupowego. Nie pierwszy raz w historii komuny doświadczenie takie zmusza do dalszego myślenia, drążenia, teoretyzowania.

//

projekt został zrealizowany dzięki wsparciu finansowemu Urzędu m. st. Warszawy w ramach projektu „Teatr jako przestrzeń publiczna” oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

Wojciech Kucharczyk: HISTORIA KOLONIALIZMU / tropical update

zapraszamy na koncert performatywny, cyklu HISTORIE ŚWIATA W MUZYCE w muzyce cz. 2

WOJCIECH KUCHARCZYK: HISTORIA KOLONIALIZMU / tropical update

//

19.06 nd

godz. 19.00

Warszawa, ul. Lubelska 30/32

bilety: 10 zł

[zobacz, jak dojechać]

//

Gdy ruszam w podroż, staję przed czarną dziurą. Na pewno jest to inny rodzaj czarnej dziury niż ta, w którą ruszył chociażby Kolumb. Postrzeganie świata zmieniło się bardzo, nawet nie potrafimy sobie wyobrazić jak przeogromnie. Pod wieloma aspektami jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Jednak tak jak wtedy wymyślamy nowe potrzeby, które zmuszają nas do kolejnych prób zdobycia na własność odległej krainy. Z mozołem budujemy jeszcze nowsze, jeszcze głębsze czarne dziury. Jako narody, grupy, masy i jako jednostki.

Gdybym żył w tak zwanych dawnych czasach, pewnie prędzej czy później zamustrowałbym się na statek płynący w nieznane, żeby na własne oczy zobaczyć, jak to jest być gdzieś indziej, i zatknąć tam własną flagę. Ale czy od razu mógłbym nazwać siebie kolonizatorem? Czy ludzie, których bym spotkał, mogliby zostać moimi przyjaciółmi, czy też automatycznie staliby się niewolnikami pracującymi na moją korzyść?

W „Historii kolonializmu” chcę dotknąć tych trudnych pytań, w kontekście mojej działalności pewnie nieco zbyt politycznych. Ale raczej skupię się na tym, co prywatnie czuję do świata, do wymieszania biorącego swój początek w kolonizacji. Mam na myśli ten rodzaj kolonizacji, który zaczął się od odkrycia Ameryki, od momentu, kiedy świat zaczął się dość szybko kurczyć. Wymieszanie mi się podoba i uważam, że dzięki niemu świat jeszcze ciągle się kręci.

Moim punktem wyjścia jest muzyka. Od zawsze czułem pociąg do muzyki „tropikalnej” i „egzotycznej”, który po pewnym czasie przekształcił się w zainteresowanie całościową kulturą zza mórz i oceanów.

Teraz nie interesuje mnie już egzotyka, tylko życie. Więc jeśli występuję w charakterze kolonizatora, to jest to opcja bardzo „soft”. Nigdy też nie czuję się turystą, moim ideałem jest wtopienie się w lokalność, choć to dość trudne do wykonania. Więc staram się grać muzykę, nie kalkulując za bardzo, raczej szukając tego, co tkwi we mnie tak długo, że już nie może być nazwane inspiracją, tylko własnością, co już nie jest kolonizacją, tylko sprawą lokalną. Moment zacierania się granicy jest chyba najbardziej interesujący.

Lubię też słuchać innych, bardzo często widzę wtedy swoje poglądy w innym świetle, uczę się i badam. Postanowiłem więc zacytować wypowiedzi ludzi, którzy są potomkami kolonizatorów i kolonizowanych, bo tak jakoś zabawnie się w dzisiejszym świecie może składać, że moje muzyczne przygody trafiają w różne części świata, które kiedyś były koloniami w słownikowym znaczeniu tego słowa. Kolonizatorzy, skolonizowani, przyjaciele.

Walenie w bębny, które raz były instrumentami świętymi, kiedy indziej wyklętymi, śpiew, który potrafi pokazać blaski i mroki ludzkiej duszy, słowa, które tak często mylą się, tworzą delty znaczeń, namorzyny metafor, zdarza się, że także wodospad sensu. Obraz, który mami i przyciąga, odpycha, a nawet czyni obojętnym. Światło ― inne zimą, lepsze tropikalnym latem, zabijające mrok, ale czasem wypalające oczy. Ptaki z dalekiego lasu krzyczące o jeszcze więcej życia i miejsca oraz takie, które wołają tylko dla zabawy. Przestrzeń, która to wszystko z wielkim trudem próbuje zawrzeć w sobie, zupełnie antygeometryczne rośliny, które zawsze gnają przed siebie. Tajemnice, których wyjawić się nie da, ale które każdą podróż czynią specjalną, czasem nawet pozwalają z czarnej dziury wrócić. Chociaż czy powrót z czarnej dziury jest w ogóle możliwy? Nawet jeśli, to przecież po powrocie jesteśmy już odmienieni. Czyli wracamy do siebie?

A może jest to po prostu opowieść o tym, że cały czas idzie się przed siebie?

//

technicznie:
muzyka wykonywana na żywo bazująca na dużej liczbie instrumentów perkusyjnych;
druga ścieżka dźwiękowa otaczająca ze wszystkich stron;
„listy za oceanu” na ekranie; trochę wideo, trochę projekcja, trochę tekst;
autor opowiadający, pokazujący, śpiewający, prezentujący i starający się wymknąć prostemu szufladkowaniu;
no i kolonizowanie publiczności. interaktywne.

Wojciech Kucharczyk, czerwiec 2011

//

Bio:

Wojciech Kucharczyk, znany też jako The Complainer ― niepokorny muzyk, podróżnik i thesigner (nie mylić z „dizajner”). Działa aktywnie od wielu lat, efektywnie łamiąc granice i podziały w sztuce i tym podobnych. Ma na koncie kilkadziesiąt płyt, wiele wystaw, książki, albumy i wiele zrealizowanych i niezrealizowanych projektów graficznych lub innych wizualnych. Znany jest w PL i w dalekich stronach ― koncertował od Moskwy, Mińska i Tel Awiwu przez Paryż i Londyn aż po Nowy Jork, Miami i Mexico City. Mieszka w Skoczowie, małym mieście.

W latach 1995―2008 prowadził wydawnictwo Mik.Musik.!

Najbardziej znane muzyczne zespoły i projekty to Mołr Drammaz, Retro*Sex*Galaxy, Pathman, Go Underground To See More Animals, HWDJazz, The Complainer. Szykuje nowe. Chce zamieszkać gdzieś daleko, gdzie jest zawsze ciepło. Mocno nie lubi zimy. Lubi Słońce.

http://www.mikmusik.org
http://www.thecomplainer.mikmusik.org
http://www.wwwwww.mikmusik.org
http://www.facebook.com/thecomplainer
http://www.facebook.com/mik.archives

//

Powstałe w ramach cyklu HISTORIE ŚWIATA W MUZYCE wydarzenia to performensy muzyczne: coś więcej niż koncert i coś innego niż spektakl teatralny. Projekt jest polem doświadczalnym badania narracyjnych możliwości muzyki. Nie myślimy o formach operowych i muzyce programowej w XIX wiecznym stylu. Grono zaproszonych do cyklu gości gwarantuje różne punkty widzenia na współczesną muzykę i możliwości jej transformacji w kierunku opowieści.

W 2011 roku swoje utwory i historie zaprezentują artyści z niezależnego środowiska muzycznego:

Wojciech Kucharczyk (The Complainer) – 19.06
Julia Kubica / komuna// warszawa / Michał Libera – 25.06
Tomasz Duda (mitch & mitch, Pink Freud, Baaba Kulka) – 16.07
Anna Zaradny (artystka dźwiękowa i wizualna, kuratorka musica Genera) – 10.2011

//

koncert odbędzie się dzięki wsparciu finansowemu Urzędu m. st. Warszawy w ramach projektu „Teatr jako przestrzeń publiczna”: