Trzeba zabić pierwszego boga (1999)

Trzeba zabić pierwszego boga

(1999)

Punktem wyjścia dla spektaklu jest rytuał zabijania, zainspirowany pismami Mircei Eliadego. Spektakl opowiada o pierwszym bogu, który był chaosem i nicością, i pragnął jedynie snu. Świat powstał przez przypadek, z uronionego na ziemię nasienia. Pierwszy bóg zapragnął zgładzić ludzkość, zakłócającą upragnioną ciszę. Został zabity przez własne dzieci. Jednakże pierwszy bóg jest nieśmiertelny i ta historia zawsze się powtarza.
Wokół ustawionego na środku paleniska aktorzy wykonują silnie skodyfikowane gesty parataneczne: mężczyźni z pomocą metalowych dzid, kobiety z dzbanami, wodą, piaskiem, ziołami.
Towarzyszy temu transowa muzyka, grana przez całą grupę, pod kierunkiem kilku perkusistów, na metalowych industrialnych przedmiotach, beczkach, perkusji, a także projekcje współczesne i ukazujące detale odgrywanego rytuału – na trzech wielkich ekranach.
Muzyka: Macio Moretti, Mariusz Szupla Szuplewski, Andrzej Załęski

english version

Recenzja:

Młodzi ludzie zaprosili widzów do uczestnictwa w rodzaju rytuału, którego klimat tworzył pulsujący, dynamiczny rytm wybijany przez członków grupy na bębnach, metalowych przedmiotach, podłodze sceny. Usłyszeliśmy, że świat powstał przez przypadek: bóg we śnie uronił nasienie i gdy zobaczył, co stworzył – zapragnął zniszczyć ludzkość. To ludzie jednak zabili boga. Ten „mitologiczny” (czy też mitotwórczy) tekst, wygłaszany przez aktora z wysokości metalowego słupa, można różnie rozumieć: jako konieczność inicjacji, usamodzielnienia się, a nade wszystko – potrzebę aktywnego działania we wrogim świecie. Podobnie jak cały spektakl, który składa się z precyzyjnie ustawionych, wykonywanych symultanicznie sekwencji ruchowych, „rytualnych okrzyków”, projekcji wideo na trzech ogromnych ekranach wiszących w górze wokół sceny (ukazujących najczęściej w efektowniejszy, ciekawszy niż w rzeczywistości sposób to, co dzieje się na dole) oraz deklaracji odczytywanych przez lidera z kartek, które następnie zostają spalone na znajdującym się w centrum sceny palenisku. Wykonawcy, ubrani w ciężkie buty, „militarne” spodnie i podkoszulki, wznoszą w tyle sceny wysoką metalową konstrukcję (po której skaczą bez zabezpieczenia) wyposażoną w liny służące do zawisania w akrobatycznych pozycjach głową w dół. Poszczególne działania, prezentowane cyklicznie, w powtarzających się sekwencjach (bębny, krzyk, kolejna porcja tekstu, układy choreograficzne) wprowadzają widzów w trans, intrygują, wciągają w świat swoistego rytuału odprawianego z widocznym przejęciem i zaangażowaniem. Dość kategorycznie wygłaszane „propozycje do interpretacji” ujmują program pozytywny grupy: patrzeć-Widzieć, odczuwać-Działać. Te deklaracje (w dodatku wygłaszane z pretensjonalną manierą akcentującą „ę”), mogą śmieszyć zblazowanych współczesnych cyników. Ale absolutnie pozytywną wartość mają dobre wibracje, które emanują z pokazu Komuny Otwock, autentyzm i wiara, że trzeba myśleć pozytywnie i działać (w różnych dziedzinach) w imię dobra. I to, że nie boją się deklarować: „Sensem jest stan nie-Snu, który czasami nazywamy rewolucją”.
• (Agnieszka Fryz-Więcek, Didaskalia, 2000)