TEATR

SIKSA: „O czynach niszczących opowieść”. PREMIERA!

Data

10 06 2021

godzina

19:00

Cena

30/40 zł

„O czynach niszczących opowieść” to pierwsza premiera realizowana w ramach programu HUB Kultury KW, którego hasłem przewodnim w tym sezonie jest „Hello Darkness My Old Friend”. Kuratorem roku jest szwedzki reżyser Markus Öhrn.

Jaki ten świat jest mały. I bardzo, bardzo zły. Na westernowym padoku w ostatecznym starciu stają naprzeciw siebie dwie kowbojki. Walczą raczej o opowieść niż ze sobą nawzajem. Wiedzą, że nikt nie będzie patrzył na niuanse tego spotkania, tylko jak to zwykle bywa – na jego zakończenie. To dlatego wpuszczają widza tam, gdzie nie ma czasu na rozpamiętywanie przeszłości i ustanawianie nowych porządków – liczy się tylko to spotkanie. W końcu. Czy konfrontacja ta musi być na tyle niezwykła, by sięgać po konwencję, western, robić do niego kostiumy, scenografię, choreografię? A co jeśli już na wszystko jest za późno, a liczą się tylko zwyczajne tete-a-tete, na które często się spóźniamy? Może warto opowiadać sobie po prostu bajki: Żyły sobie dwa niedopałki. Żyły zgodnie z filozofią, że na złe wieści nigdy nie jest za późno. Pojawiały się więc właśnie wtedy, niczym dwa konie brodzące w błocie.

Organizatorka spotkania: SIKSA

Rewolwerami władają: Magda Dubrowska, Alex Freiheit, Anna Steller, Martyna Konieczny, Piotr Buratyński, Tomasz Armada, Konstanty Usenko

Spektakl dofinansowany przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy w ramach programu HUB Kultury KW.

Western, czyli spotkanie

O pomyśle na spektakl z Alex Freiheit i Piotrem „Burim” Buratyńskim, czyli duetem SIKSA rozmawia Kasia Zarzycka z Komuny Warszawa

Kasia Zarzycka: Jak spektakl „O czynach niszczących opowieść”, który będziecie realizować w Komunie, będzie się wpisywał w temat tegorocznych rezydencji Hello Darkness My Old Friend?

Alex Freiheit: Jeśli mielibyśmy nawiązać do tematu Hello Darkness My Old Friend to powiedziałabym, że świat westernów był dla mnie zawsze bajką – czasami bajką okrutną, czasami taką, w której jest dużo krwi i przemocy. To teren najmroczniejszych myśli, rodzących się w naszych głowach – je także chcemy eksplorować. Żyjemy w dość mrocznych czasach, więc na scenie chciałabym od tych mrocznych czasów uciekać w światy bajkowe i baśniowe. Po naszej ostatniej płycie „Zemsta na Wroga” można by się spodziewać, że będzie to spektakl, w którym dwie dziewczyny się mszczą. Można byłoby wtedy powiedzieć jak w każdym westernie – „Hang ‘Em High”. Tymczasem ja nie chcę, żeby ten western był ucieczką w przemoc i zło, tylko właśnie ucieczką od nich. Chciałabym, żeby to było spotkanie dwóch osób, które opowiadają sobie rzeczy. Przede wszystkim właśnie SPOTKANIE, w którym dwie kowbojki niekoniecznie chcą się mścić, zabijać, wieszać. Ważniejsze w tej chwili jest dla nas zabawa w spotkanie – jak za dzieciaka gdy opowiadało się sobie straszno-śmieszne historie na podwórku. Tymi dzieciakami są te wszystkie osoby, które zgodziły się z nami współtworzyć westernowy świat: Magda Dubrowska, z którą wystąpimy na scenie, Martyna Konieczny – kostiumy, Anna Steller – choreografia, Tomasz Armada – scenografia i wreszcie Buri, który zrobi muzykę, którą z kolei Konstanty Usenko nam nagra i zmiksuje.

K: To ciekawe, że właśnie western ma być ucieczką od mroku, bo ta forma kojarzy mi się raczej z wejściem w ciemność. Do tego jest to forma mocno zmaskulinizowana, więc domyślam się, że celowo ją wybieracie, żeby móc to zmienić.

A: Tak, to prawda w westernach ciężko doszukiwać się rzeczy, o których my jako SIKSA mówimy głośno. Choć bywały wyjątki. Dlatego właśnie uważam, że dobrze jest wziąć się za ten gatunek i użyć jego klisz po to, żeby je jakoś przewartościować, ale też nic na siłę. Chcemy się pobawić westernem. Dlatego zło, które jest w westernach jest dla mnie ważnym wątkiem. Pokazuje, że mamy w sobie też czasami straszne myśli, z którymi musimy coś w końcu zrobić, dlatego wyrażamy je przez sztukę. Przynajmniej u mnie pojawiają się czasem takie myśli, które absolutnie nie są dobre, ale mimo to wydaje mi się, że należy o nich mówić. Kowbojki spotykają się w momencie, w którym łatwo domyślić się będzie ich przeszłości. Nie chcą więc udowadniać swojej odwagi, bezwględności, skuteczności. Możliwe, że mają tego nawet dosyć, że się wypaliły, dopaliły i… więcej zdradzać nie chcę!

Piotr „Buri” Buratyński: Dużo rozmawialiśmy o tym, czym jest western. Western jako gatunek jest dosyć prosty, kilka razy był już przewartościowany. Jego sednem jest konflikt. Jeśli się spojrzy dzisiejszej perspektywy na klasyczne westerny, okazuje się, że pojedyncze sceny, np. z filmów z lat 50 mają dużą moc plastyczną. Wyjęte z kontekstu są efektowne dramaturgicznie. Najlepiej pokazał to oczywiście Sergio Leone, tworząc baśnie. Jego filmy to arcydzieła. Ale kiedy się spojrzy na inne filmy i powyciąga takie drobnostki – te rozmowy, odburknięcia, historie – to widać, że właśnie na ich podstawie tworzy się mit. Z Alex stworzyliśmy teraz materiał koncertowy, który z jednej strony jest baśnią, a z drugiej – eskapizmem. Kiedy go słucham na próbach to odnoszę wrażenie, że to jest mit o początku sztuki. W westernach też istnieje taki mit pierwotnego sedna konfliktu. Mit opowieści, którą trzeba stworzyć.

Alex: A czyny ją tylko niszczą!

K: W mówieniu o micie jest jakaś nostalgia za czymś co tłumaczy, opowieścią, która wszystko wyjaśnia. Mnie western kojarzy się właśnie z nostalgią, bo jest to gatunek właściwie martwy, a wy budzicie go do życia. Czy myślicie, że w tym też jest taka nostalgia za powrotem do tego, co było?

B: Zawsze jest jakaś nostalgia za powrotem do tego, co było. W końcu to, co było, zawsze wydaje się lepsze. Obejrzeliśmy ostatnio film Bez przebaczenia Clinta Eastwooda, który pamiętałem jako bardzo dobry anty-western. Widziałem go mając 17 lat i myślałem wtedy – „mocne”. Teraz to już nie jest mocne, wręcz przeciwnie, zestarzało się. Ulica jest dużo mocniejsza niż western Clinta Eastwooda. Sergio Leone się nie zestarzał tylko dlatego, że jego filmy mają strukturę baśni. Dla Amerykanów, dla których western jako gatunek powstał mają zupełnie inny wymiar.

A: Dla mnie wątek nostalgii jest ważny, bo ten spektakl będzie właśnie o wyobrażeniach, a nawet powrocie do lat dzieciństwa. Westerny kojarzą mi się z niedzielą. Z takim ostatnim lenistwem przed pójściem do szkoły w poniedziałek. Niedziele zawsze były dla mnie miłe, bo o godzinie jedenastej, dwunastej zawsze leciały w telewizji bajki – często właśnie westerny.
Dlatego western jest dla mnie połączeniem czegoś spokojnego, niedzielnego, z lękiem, że zaraz trzeba będzie iść w poniedziałek do szkoły.

K: Nawiązując do powrotu do dzieciństwa, myślę o twojej współpracy z Nataszą Gerlach, ubiegłoroczną rezydentką Komuny przy spektaklu Dwelling in Possibilities. Razem eksplorowałyście tematy dzieciństwa i zabawy. Czy wasza współpraca miała wpływ na decyzję o zrobieniu spektaklu w tym temacie tutaj w Komunie?

A: Współpraca z Nataszą Gerlach i z ekipą Dwelling in Possibilities była dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Natasza jako reżyserka jest niezwykła. Jej metody pracy były dla mnie absolutną nowością. Natasza potrafiła wprowadzić nas w taki stan, w którym używałyśmy tylko zmysłów. Gapiłyśmy się po prostu przez całą próbę na różne zjawiska, próbując je odbierać zmysłowo – i to było dla mnie niesamowite. Zresztą w kontekście naszego westernu, na próbach u Nataszy pojawił się, nie wiem skąd, kapelusz kowbojski. Ostatecznie go nie użyłyśmy, ale Sophie [Guisset] nosiła go bardzo często na próbach i on został z nami jako symbol. Kiedy Buri obejrzał nasz spektakl, stwierdził, że był on w jakimś sensie westernowy.

B: Tak, Dwelling in Possibilities jest trochę jak scena otwierająca Dawno Temu na Dzikim Zachodzie Sergio Leone. Intro trwa 20 min, a bohaterowie czekają na pociąg. Nic się nie dzieje, ale wszystko się dzieje. Gonią muchę rewolwerem, kiwają się na krzesłach, patrzą, pocą się, gryzą paznokcie. W końcu dochodzi do długo zapowiadanego pojedynku, ale toczy się on bardzo szybko i znów wracamy do snucia. To właśnie są te ciekawe klisze formalne.

A: U nas zawsze jest tak, że jedna praca wynika z drugiej. I oczywiście dla widza to nie będzie widoczne, czym inspirowaliśmy się przy konkretnym spektaklu, ale dla nas każdy kolejny projekt jest dalszą opowieścią i ścieżką, którą idziemy przez życie. Brzmi to górnolotnie, ale tak jest.

K: Czy fakt, że robicie western tu w Komunie wpłynie jakoś na jego treść?

A: Tu, w tym budynku, jest klimat sprzyjający eksploracji nostalgii. To się czuje, jak tylko się wchodzi. Jak zaczęłam tu przychodzić, to bałam się, że obudzą się we mnie złe wspomnienia związane ze szkołą. Tymczasem weszłam tutaj, zobaczyłam to światło w klasach, to podwórko i od razu zaczęły mi się przypominać wszystkie najlepsze rzeczy związane ze szkołą – dłubanie w nosie, kiwanie się z lewa na prawo na boisku, machanie nóżkami na ławce. I to jest niesamowite w tym budynku. Myślałam, że będzie strach/lęk, a tymczasem jest bardzo zmysłowo. Ale ten lęk podskórnie gdzieś i tak jest.

B: To jest trochę tak, jak kończą się wakacje – jest 31 sierpnia, i cieszysz się, że pójdziesz do szkoły, i ten stan trwa dwa dni, a tutaj on trwa przez cały czas.


Ta strona używa plików cookie, aby prowadzić statystyki na temat odwiedzin.